- Jesteśmy naprawdę szczęśliwi, że zdecydowałaś się wybrać naszą szkołę!- Odezwał się dyrektor Slimovitz, przepychając się pomiędzy szafką a wspomnianym wcześniej biurkiem, by w końcu zasiąść na starym, skórzanym fotelu. Stara sztuczna skóra była popękana w wielu miejscach i sam fotel stanowczo pamiętał lepsze czasy, nie wspominając już o innych dyrektorach placówki.
W tym momencie, myśli Ranellie jedynie nakłaniały ją do szybkiego opuszczenia gabinetu, podsuwając jej najróżniejsze możliwe drogi ucieczki. Rozważała pomiędzy ucieczką poprzez okno- co bądźmy sobie szczerzy, nie byłoby łatwe, chociażby zważając na to, że na jej drodze znajdowało się biurko z siedzącym za nim, o dziwo bardzo pozytywnym dyrektorem, a drzwiami, które znajdowały się tuż za nią. Zdecydowanie drzwi były bardziej przystępną opcją, lecz zbyt oczywistą.
Poza tym ucieczka oknem byłaby zdecydowanie bardziej widowiskowa. W końcu jak już wyjść to z klasą prawda?
- Jestem pewny, że gdzieś tu położyłem twój plan zajęć- wymamrotał Slimovitz, wertując poprzez rozrzucone na biurku kartki, co poskutkowało o niechybnym lądowaniem na podłodze.- Ach! Tu jest!
Wyciągnął dłoń z kartką zawierającą plan zajęć w stronę nastolatki.
- Jesteś w klasie pana Bannistera i wygląda na to, że jego klasa ma aktualnie godzinę wychowawczą!- Klasnął podekscytowany w dłonie.- Świetnie się składa! To dobry moment byś poznała swoich przyszłych kolegów i koleżanki! Jestem pewny, że wpasujesz się tu idealnie!
Ranellie spojrzała na trzymaną przez siebie kartkę, po czym ponownie podniosła wzrok na mężczyznę.
- Skoro pan tak uważa...
Musiała jakoś to zdzierżyć. Jakoś.
- Zatem powie mi pan, gdzie jest sala numer 16?- Spytała speszona. Miała cień nadziei, że dyrektor zdecyduje się ją tam osobiście zaprowadzić. Nie widziało się jej ponowne błądzenie po niekończących się korytarzach tego jakże zacnego i rozległego budynku. Niestety nadzieja matką głupich.
- Och, to w dół korytarza. Przedostatnia sala na lewo. Jestem pewny, że trafisz.- Slimovitz ponownie się beztrosko uśmiechnął, na co tylko odpowiedziała niepewnym, krzywym uśmiechem.
Czyli jednak prawdopodobieństwo, że mogła się po raz drugi tego dnia zgubić, istniało. Jednak w sumie instrukcje wcale nie wydawały się jakoś bardzo trudne. Po prostu iść w dół korytarzem! Nic trudnego, nie?
Podziękowała mężczyźnie, po czym opuściła duszny gabinet. Wcześniej oczywiście, żegnając się uprzejmie.
Jak ten człowiek jest w stanie tam oddychać i normalnie funkcjonować, to ja nie wiem, pomyślała, kręcąc głową.
Ruszyła w dół korytarza i prawie bez problemowo znalazła salę z numerem szesnaście. No, prawie bez problemowo. Po drodze udało jej się wejść w śmietnik, który ktoś postawił na środku, a że jej uwaga była skupiona tylko i wyłącznie na szukaniu sali wniosek nasuwa się sam. A jej wuj tyle prawił jej wywodów o skupieniu się na otoczeniu, a nie bujaniu w chmurach. Dobrze, że tego nie widział, inaczej dostałaby krucjatę i wycisk podczas treningu.
Po otrzepaniu się z kurzu i wzięciu paru ładnych, głębokich, wdechów w końcu zapukała, po czym usłyszawszy dość ostre i przytłumione "Wejść!", otworzyła drzwi.
- Dzień dobry?- Powiedziała, choć bardziej zapytała, rozglądając się po klasie i znajdujących się w niej, znudzonych do granic możliwości uczniach, siedzących w swoich ławkach.
Uwaga całej klasy natychmiast przerzuciła się na nią i nagle, jakby znikąd, pojawiła się przed nią sylwetka, rosłego, wysokiego, blondwłosego mężczyzny. Od razu można było się zorientować, że musiał to być Pan Bannister.
- Ty to?- spytał szorstko, splatając ramiona na swojej klatce piersiowej, czekając na odpowiedź.
Brunetka przełknęła głośno ślinę, chcąc pozbyć się guli powstałej w jej gardle.
- Ja... jestem nowa. Dyrektor mnie tu–
Pan B. jej natychmiast przerwał.
- A no tak. Coś wspominał na zebraniu o tobie.- Mruknął, mrużąc oczy i krzywiąc się nieznacznie. Od razu było widać, że musiał uwielbiać swoją pracę, jako nauczyciel. - Dobra, siadaj gdziekolwiek.
- Nie muszę się najpierw przedstawiać?- Spytała, patrząc na niego sceptycznie.
Typ był równie przyjemny co mydło w oku. Na pewno musiał mieć jakieś nieprzepracowane problemy, skoro zachowywał się, jakby odpracowywał karę bądź odsiadywał wyrok. Chociaż kto wie? Może faktycznie tak było? Ale z drugiej strony użeranie się z nastolatkami dzień w dzień nie mogło należeć do najprzyjemniejszych rzeczy. Ciągła i stała styczność z bandą rozszalałych kłębków hormonalnych nie mogła być zdrowa.
- Rób, co chcesz, nie obchodzi mnie to. Tylko nie stój tak.- Przewrócił oczami i ruszył z powrotem za swoje biurko, pozostawiając ją speszoną pod drzwiami.
Okej. Ucieczka oknem wydaje się coraz to bardziej kusząca, poprawiła torbę zawieszoną, luzem na ramieniu, po czym ruszyła do najbliższej wolnej ławki. Jedyne wolne miejsce znajdowało się przed widocznie znudzonym szatynem w czerwonej koszulce. Wyglądał na dość przyjaznego, więc skierowała się w tamtą stronę. Jednak gdy tylko chwyciła za oparcie krzesła, by je odsunąć, szatyn wyprostował nogę, tym samym blokując je.
- To miejsce jest zajęte- odezwał się.
Ran spojrzała to na niego, to na krzesło.
- Nikt tu na razie nie siedzi, więc nie sądzę, by był to mój problem- odpowiedziała, odkopując jego stopę i odsuwając krzesło.
Chłopak zmarszczył brwi, widocznie niezadowolony z odpowiedzi, jaką otrzymał.
- Em, no więc tak się składa, że to miejsce należy do mojego najlepszego kumpla. Więc jakbyś mogła siąść gdzieś indziej, byłoby świetnie- odezwał się kąśliwie.
Nastolatka sapnęła, podirytowana, przewracając oczami. Nie interesowało ją to, kto tam zazwyczaj siedzi, aktualnie miejsce było puste, więc zamierzała z tego skorzystać, tym samym pozbywając się wiercącego spojrzenia Pana B. Przyprawiało ją o ciarki.
- "Em, no więc tak się składa," że go tutaj nie ma, a to jedyne wolne miejsce. Jak wróci, to się przesiądę- przedrzeźniła chłopaka, po czym usiadła, bezceremonialnie kładąc swoją torbę na ławce.
Nastolatek jednak nie docenił bycia przedrzeźnianym, obierając sobie za cel plecy dziewczyny i przez resztę lekcji, wyraźnie czuła jak chłopak piorunuje ją wzrokiem, czym równie bezceremonialnie się nie przejęła.
Nie on pierwszy, nie ostatni, pomyślała.
***
Dzwonek na przerwę w końcu rozbrzmiał, ratując tym samym uczniów od piekielnych katorg, wołając ich tym samym na lunch.
Ranellie odetchnęła z ulgą, wstając z krzesła. W końcu będzie mogła wyrwać się na chwilę z tego miejsca oraz morderczego spojrzenia, jakie otrzymywała od szatyna.
Ponownie jednak się pomyliła. Chłopak zdecydował się za nią chodzić, dalej utrzymując na niej swoje piorunujące spojrzenie, mając zapewne nadzieje, że faktycznie uderzy w nią piorun.
Ran jednak tego dnia brakowało cierpliwości.
- Możesz w końcu powiedzieć, o co ci chodzi, a nie łazić za mną? Jesteś jakimś stalkerem czy co?- Zatrzymała się nagle, co prawie poskutkowało tym, że chłopak na nią wpadł. Zdążył jednak w porę się zatrzymać.
Ranellie odwróciła się do niego, mierząc go wzrokiem.
- Ja wcale...- nastolatek się speszył.- Ja tylko chciałem się spytać o twoje imię, to wszystko. W końcu podobno jesteś tutaj nowa, a nie dostajemy zbyt wielu nowych uczniów- odparł, drapiąc się instynktownie po karku.
Brunetka uniosła brew, przyglądając mu się sceptycznie.
- Doprawdy? Więc czemu po prostu nie podszedłeś jak normalny człowiek?
Chłopakowi zrzedła mina, po czym zaczął się jąkać, marnie starając wytłumaczyć swoje zachowanie, co nieco ją rozbawiło. Przewróciła po raz kolejny tego dnia, oczami. Wyciągnęła w jego stronę dłoń.
- No już nie stresuj się tak. Wyglądasz, jakbym miała cię za moment pożreć- parsknęła.- Jestem Ranellie. Ranellie Yoshimura, a ty "panie stalkerze"?
Podał jej dłoń.
- Randy Cunningham i nie jestem stalkerem.- Zaznaczył po raz kolejny.- Czyli jesteś nowa w Norisville High? Rany, ale masz mocny uścisk dłoni.
- Jak widać. Przeprowadziłam się tutaj niedawno z Motomury* i dziękuje, staram się.
Randy po prostu się w nią wpatrywał, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Geografia nie była jego najmocniejszą stroną.
- Nie wiesz, gdzie to jest, mam rację?- dziewczyna skrzyżowała ramiona, ponownie unosząc brew. Nie dziwiło jej to jednak. Norisville było dość odgrodzonym miastem i coś czuła, że ta izolacja była także przyczyną pewnego wąsacza. Ale to tylko strzał w ciemno.
- Ja—
Huk.
Światła na korytarzu zaczęły migotać.
Kolejny huk.
Co jest? Pomyślała Ran, wpatrując się w migoczące żarówki ze zmarszczonymi brwiami. Trzęsienie ziemi? Wątpiła, by znajdowali się w strefie ruchów tektonicznych, chociaż kto wie. Nie wiele jeszcze wiedziała o tym mieście. Jedynie małe urywki z dzieciństwa, gdy przyjeżdżała tam z dziadkami. To były jednak wycieczki biznesowe, dotyczące przeważnie szlaków handlowych i samego handlu.
Wtedy ściana znajdująca się tuż obok została rozwalona w drobny mak.
- Uważaj!- Randy zdążył złapać dziewczynę za ramię, ciągnąc ją na ziemię, tym samym ratując ją przed oberwaniem w głowę przez większe kawałki gruzu i tynku.
- Co do—?!- zdołała jedynie krzyknąć, gdy spośród kurzu wyłonił się wielki robot na wzór przypominający hybrydę lwa, pająka i niedźwiedzia.
Prawdziwy potwór! W dodatku podczas jej pierwszego dnia w tej szkole! Jednak nie wyglądał jak żaden Hellion, jakiego kiedykolwiek widziała. Helliony nie były zrobione z metalu tylko z ciemnej masy.
Po raz trzeci tego dnia opcja ucieczki oknem wydała jej się bardzo kusząca.
Rozejrzała się, chcąc się upewnić czy jej nowemu koledze nic się nie stało, jednak nigdzie nie było po nim śladu.
- Randy? Czy on naprawdę zwiał?- wymamrotała, podnosząc się z ziemi. Nie mogła uwierzyć, że tak po prostu ją zostawił sam na sam z tym monstrum.- Co za tchórz!
Spojrzała w stronę bestii, która zawała się w końcu ją zauważyć. I co gorsze właśnie szykowała się do szarży w jej stronę. Zimny pot spłynął jej po plecach.
- To chyba dobry moment, by zacząć uciekać- wymamrotała do siebie, robiąc parę ostrożnych kroków w tył.
Rzuciła się biegiem w dół korytarza, a bestia rzuciła się w pogoń.
Jej torba zabłysła delikatnym czerwonym światłem, tym samym przypominając jej o znajdującej się w niej księdze.
- O nie! Nie ma mowy! Nie wracam do tego!- krzyknęła, pędząc ile sił w nogach.- Możesz mnie cmoknąć Nomicon!
Wtedy monstrum się zatrzymało, decydując się wyrwać jedną z szafek stojących wzdłuż ściany i cisnąć ją w jej stronę. Cudem uniknęła pędzącego metalu, który wbił się w ścianę tuż przed nią. Wyhamowała w czas, wykonując skręt w jeden z bocznych korytarzy. Jej trampki zapiszczały na posadzce.
Księga ponownie zaświeciła.
- Okej, okej! Wygrałeś! Ale to tylko dlatego, że nie chce skończyć jako naleśnik lub obiad dla tego czegoś!
Wykonała kolejny skręt, po czym ukryła się w jednej z pustych sal. Monstrum pobiegło dalej wzdłuż korytarza, na całe szczęście mijając pomieszczenie, w którym się znajdowała.
Stała przez chwilę z plecami dociśniętymi do ściany, starając się złapać oddech, słuchając oddalających się, dudniących kroków tego czegoś. Odetchnęła z ulgą.
- Poszło. Okej, teraz byle szybko. Trzeba zatrzymać to coś, nim całkowicie rozniesie to miejsce- siadła pod biurkiem nauczyciela, wyciągając księgę z torby, dodatkowo mamrocząc coś obraźliwego na jej temat.
Otworzyła ją, a jej świadomość została wciągnięta do księgi.
*Motomura- Miejsce wymyślone przeze mnie na potrzeby tej historii. Tak jak obiecałam, tak i jest! Kolejny rozdział tej oto bardzo mi drogiej książki. Nie umiem pracować pod groźbą, ale myślę że rozdział wyszedł nie najgorzej. Powiem szczerze, że o ile powrót do pisania tutaj bardzo mnie cieszy sprawia mi także trudność, gdyż utraciłam pewność siebie w publikacji tych moich jakże zacnych wypocin. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się ukończyć tą serię (tak TBNYW to dopiero pierwsza książka z serii jaką mam zaplanowaną). Trzymajcie się i do następnego rozdziału! ~Love Wither
Brak komentarzy
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje!