Rozdział 7 : Nowa Pieczara
Rano zwołaliście zebranie w sprawie nowo poznanej dziewczyny.
- Każdy wie dlaczego się tu zebraliśmy.
- Tak
- Czemu wypuściłaś suchomimy z klatki ? - pyta Leo
- Przecież one by zginęly!...- odpowiada
- Teraz mamy kolejne zagrożenie którego musimy unikać
- Dobra pomińmy to. Nie chciała żeby umarły. Teraz daj mi twój telefon musimy wezwać pomoc
- NIE!!! NIKT NIE MA PRAWA DOTYKAC MOJEGO TELEFONU!!! - krzyknęłą tak głośno że usłyszeliśćie ryk zbliżającej się hybrydy.
Nadal nie naprawiliście ogrodznie więc będzie jej prościej. Bez zawachania zakomendowałeś żeby wszyscy uciekali głęboko w las. Szybko spakowaliście do plecaków zapasy, wodę ,broń i amunicję. Zeszliście z drabiny i zaczęliscie biec w stronę dzungli podczas ucieczki kiedy było spokoniej napotkaliscie to samo stado kentrozaurów.
- Poczekacie chwilę! - mówi Jin i wyciąga telefon otwierając aparat i kerując go na młodego kentrozaura.
Po chwili matka dinozaura orientuje się o jej obecności i jednym ruchem ogon uderza ją w głowę która eksploduje. Dziewczyna pada martwa na miejscu a wy jesteście tak przestraszeni że uciekacie w inną stronę.
Zapadła noc. Postanowiliście przenocować w dużej jaskini pod korzeniami drzewa. rozkłądacie koce i poduszki które znależliscie w hotelu. Amelia leży obok niny, Leo śpi jak zabity a ty z Markiem rozmawiacie o dalszych planach.
- Co chcesz dalej robić ? - zapytał zaniepokojony Marek.
- Musimy wrócić po telefon i spróbować wezwać pomoc. - odpowiadasz zimno
-Jutro rano. Zostawimy im notatkę.
Z samego rana około godziny 6 wyszliście z jaskini i zostawiliście notatkę. Wzieliście łoki toki na wszelki wypadek. droga do miejsca z kentrozaurami była krótka i dotarliście tam w jakieś 5 minut. Przyszliście ale na wasze zaskoczenie ciała Jin tam nie było. Ale były długie ślady krwi ciągnące się w krzaki. Byliście wystraszeni więc nie chcieliście tego sprawdzać. Szukaliście telefonu i znależliście go ale całego zniszczonego.
- Nie nadaje się już do niczego. A NIECH CIE SZLAG JIN! - powiedział marek z frustracją.
Usłyszeli ryk za plecami odwrócili się a za nimi był dorosły Majungasaurus. Przestraszeni odrazu zaczeliscie uciekać. PO kilkudziesięciu metrów usłyszeliście ciche piski. To były kompsognaty żerujące na ciele martwego iguanodona. Gdy je zobaczyliście skręciliśćie w stronę wysokich krzaków i się w nich ukryliście. Gdy Majungazaur tam dotarł zaczęła się walka.
Kiedy walka sie rozpoczełą wykorzystaliście moment nieuwagii i uciekliście dalej. Biegnąc usłyszelście upadjące ciało majungasaura i dzwięki goniących was kompsognatów. Byliście zaskoczeni że poradziły sobię z większym dinozaurem. PO kilkudziesięciu merach natrafiliście na labolatorium i nie myśląc dużo wbiegliście do niego w poszukiwaniu schronienia.